Wywiady

Interviews

Lech Majewski oprowadza po "Ogrodzie rozkoszy ziemskich"
Grzegorz Wojtowicz
Źródło: Stopklatka 12 marca 2004 (www.stopklatka.pl)
Treść wywiadu

"Kiedyś pojawił się u mnie brazylijski producent i zasugerował żebym zrobił dla niego film o Roosevelcie polującym w Amazonii. Powiedziałem mu, że nie bardzo mnie to interesuje" – opowiada Lech Majewski. Dzisiaj premiera "Ogrodu rozkoszy ziemskich".

Grzegorz Wojtowicz: Wtajemniczeni twierdzą, że zarówno w "Metafizyce" jak i w filmie, który powstał na jej podstawie – "Ogród rozkoszy ziemskich" – zawarł pan fragmenty swojej biografii. W związku z tym chciałem zapytać czy książka i film były elementami autoterapii?

Lech Majewski: Zawsze kiedy coś tworzę dotykam rzeczy, o które się otarłem. Nawet w "Więźniu Rio" - moim najbardziej komercyjnym filmie - oddana jest fascynacja Rio de Janeiro i Ronaldem Biggsem. Pamiętam jak na ostatniej stronie Kobiety i Życia zobaczyłem zdjęcie Biggsa z dwiema Mulatkami na plaży Copacabana. To działo się dawno temu jeszcze w szkole podstawowej. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek spotkam Biggsa osobiście, a tak właśnie się stało. Pewnego dnia pojawił się u mnie brazylijski producent, który zasugerował żebym zrobił dla niego film o Roosevelcie polującym w Amazonii. Powiedziałem mu, że nie bardzo mnie to interesuje, ale dlaczego nie mielibyśmy zrobić filmu o Biggsie w Rio? Tak powstał "Więzień Rio". Wszystko co zrobiłem jest osobistą podróżą i fascynacją.

Świadomość nieuchronności śmierci wydaje się być największą tragedią ludzkości. Czy w filmie "Ogród rozkoszy ziemskich" chciał pan dotknąć tego tematu?

Kiedyś również byłem przekonany, że to nasza największa tragedia, ale teraz stopniowo zbliżam się do wniosku, że śmierć być może jest największym wyzwoleniem. Nie wierzę, żeby nasz świat ze swoim złem był jedynym wymiarem jaki istnieje. To byłoby zbyt okrutne. Wolter mówi: Przychodząc na świat płaczemy, inni się śmieją... Umierając śmiejmy się, niech płaczą inni... Być może stary mądry Wolter ma rację.

Śmiertelnie chora bohaterka pańskiego filmu desperacko poszukuje raju na ziemni. Jej zachowanie można utożsamić w pewnym sensie z postawą ateistyczną. Gdy gaśnie światło wszystko się kończy. Pan w tej chwili zdaje się zupełnie temu zaprzeczać.

Dla mnie bohaterka jest nieodgadniona. Myślę, że chociaż jej postawa ma dużo ze mnie. Ona żyje samoistnym życiem. Być może tak jak Bosch dostrzega, że wstąpienie do raju jest możliwe także na ziemi.

Co jest takiego w obrazie Boscha "Ogród rozkoszy ziemskich", że stał się dla pana inspiracją?

Najważniejszą rzeczą w sztuce jak i w życiu jest tajemnica. Staramy się ową tajemnicę zredukować do zera, my się jej po prostu boimy. Właściwie większość rzeczy na które wydajemy pieniądze sprowadza się do odstawienia tajemnicy do kąta, do zamknięcia jej w jakimś schowku. Uciekamy przed tą tajemnicą w różne substancje chemiczne, alkohole, czy też w fikcje telewizyjne bądź gazetowe. Ideałem współczesnego człowieka jest ktoś, kto nie ma czasu na nic, a szczególnie na siebie i broń boże na tajemnicę. My nie umiemy żyć z tajemnicą, nie chcemy się na nią zgodzić. Chcemy wszystko wiedzieć gdy oglądamy film, a przecież nie wiemy nic o dramatach najbliższych. Życia nie oglądamy z pozycji widza telenoweli. Widzimy jedynie fragmenty i strzępy. Nigdy z nich nie zbudujemy całkowitego obrazu. Być może z tego lęku chcemy wiedzieć jak najwięcej lub raczej łudzić się, że mamy taką możliwość. Ja tymczasem twierdzę, że tlenem duszy jest owa niewiedza. To czy wstąpimy do ziemskiego raju zależy tylko od stanu naszego umysłu.

Jednym z kluczy do rajskiego ogrodu jest miłość.

To prawda. Wszyscy bardzo jej pragniemy, ale niezwykle trudno jest ów stan osiągnąć. Przed osiągnięciem pełni szczęścia blokuje nas strach przed miłosnym zawodem. Zamiast cieszyć się teraźniejszością martwimy się na zapas. Jedną z zasad wstępowania do raju na ziemi jest zasada "tu i teraz". Znowu powołam się na Woltera, który mówi, że w 99 procentach, to czego się obawiamy, to lęki, które nigdy się nie realizują, bowiem nigdy nie mogą się nawet zrealizować.

Claudia prosi Chrisa żeby pokazał z czego się składa jej ciało. On przygotowuje taką prezentację, ustawiając akwarium z wodą, a obok kładzie węgiel, wapno, jakiś związek azotu, trochę żelaza i cynku.

Ona pyta go co to jest śmierć? Jak to się dzieje? Co ulega rozpadowi? Pokaż mi to. Skoro składam się w 75 proc. z wody, to kiedy płaczę, trochę umieram, a kiedy piję wodę, to piję siebie? Człowiek jest przepływem. Proces umierania zaczyna się tak naprawdę za życia. Wszystkie substancje znajdujące się w naszym organizmie mają swój harmonogram. Kompletnie się nie liczą z umysłem człowieka. Kiedy jesteśmy młodzi i głupi, to mamy wspaniałe ciała, a kiedy zaczynamy coś rozumieć z tego świata, to ciała odmawiają nam posłuszeństwa. Śmierć jest obecna przez cały czas w naszym życiu.