Wywiady

Interviews

Onirica - Psie Pole (wywiady)
Źródło:
Treść wywiadu

LA REPUBBLICA 6 kwietnia 2014

- Dlaczego Dante?

- Ponieważ Włochy odegrały decydującą rolę w formowaniu mojej osobowości: De Chirico, Pavese, Buzzatti, Fellini, Antonioni, Visconti, Pasolini. I dlatego, że Dante pomógł mi sformułować to, czego szukałem w tym filmie, czyli postawienia znaku równości między publicznym a prywatnym, czyli opowiedzieć podróż osobistą, a zarazem narodową.

- Rzeczywiście Polska jest drugim bohaterem Pańskiego filmu.

- Rok 2010 był dramatycznym rokiem dla mojego kraju: ciężka zima spowodowała klęski żywiołowe o biblijnych rozmiarach. Potem wydarzył się wypadek samolotowy, w którym zginął prezydent Lech Kaczyński razem z 95 pasażerami. To wydarzenie podzieliło kraj na tych, którzy uważali wypadek za zdarzenie losowe i na takich, dla których był to rosyjski spisek. Wyszedłem od tych wydarzeń, łącząc osobisty dramat bohatera z dramatem narodu.

- Składnik religijny jest mocno zaznaczony w „Onirice”.

- Włochy i Polska jednoczy wiara katolicka, której filary i podstawę ukazuje Dante. Obecnie religia wkracza w codzienne życie, społeczne i polityczne dwoma przeciwnymi sposobami: próbuje się ją zniszczyć lub często w sposób szkodliwy przypisuje się jej wartości absolutne. Myślę, że nie ma potrzeby objaśniać wszystkich obrazów symbolicznych, które składają się na film. Nawet wolałbym, żeby każdy widz odnalazł własną interpretację tego , co widzi, odwołując się do własnych doświadczeń i wyobraźni. Zbyt często staramy się wyjaśniać przy pomocy logiki. To błąd, który ja sam popełniłem parę razy, nigdy do niczego nie dochodząc. Logika stanowi tylko niewielką część naszego życia.

- Adam, bohater, jest chory na sny.

- Widzę ciemną chmurę, która niepokoi kulturę europejską: brak umiejętności interpretacji rzeczywistości przy pomocy symbolu, metafory, czyli sztuki, w której Dante jest absolutnym mistrzem. Teraz nasz stosunek do rzeczywistości jest regulowany czystą faktycznością, doświadczeniem konkretu, a nie umiejętnością odczytywania tego, co się kryje pod powierzchnią zdarzeń. Adam nie ucieka od osobistej tragedii, od brutalnego doświadczenia, ale stara się znaleźć we śnie rozwiązanie. Śniąc spotyka się z ukochanymi osobami, których już nie ma.

- Wizyty u ciotki odgrywają ważną rolę.

- Xenia utrzymuje z młodym krewnym kontakt nadający głębię intelektualną. Dzisiaj nasze rozmowy są ubogie w treść, powierzchowne. Xenia wskazuje na filozofię jako na możliwy wybór drogi życiowej. To ona robi z Adama nowego Orfeusza, który szuka w zaświatach swojej Eurydyki, stosując idee Heideggera.

- W tym filmie wydaje się być mniej technologii niż w „Młynie i krzyżu”

- Rzeczywiście tutaj zastosowano bardziej zaawansowaną technologię niż w „Młynie i krzyżu” i dlatego wydaje się być mniej obecna. Przywołanie do rzeczywistości czegoś, co jest nierealne jest zawsze bardzo skomplikowanym procesem. Ciekawe, co mógłby stworzyć Dante, gdyby posiadał komputer? Potencjał technologii cyfrowej jest nieograniczony. Kwestię stanowi treść. I kontekst.

Wywiad przeprowadzony przez Fulvio Paloscia

NOCTURNO nr 138 kwiecień 2014

Lecha Majewski wylansował słynnych aktorów np. Viggo Mortensena oraz Benici del Toro i napisał scenariusz do „Basquiata”. Zrealizował również „Młyn i krzyż”, jeden z najbardziej zadziwiających filmów ostatnich lat. Mówi polski reżyser (ale również muzyk, malarz i pisarz), obecnie najbardziej oryginalny i wizjonerski artysta współczesny, wychwalany przez nowojorską MoMA i Biennale w Wenecji.

- Przede wszystkim chciałbym Cię zapytać, skąd wziął się pomysł połączenia opowiadania o historii miłosnej z najnowszą historią Polski oraz z „Boską komedią”.

- To dziwna kombinacja, prawda? Ale też jest bardzo naturalna, ponieważ zanim zaczniemy o tym rozmawiać, pozwól mi jednak zapytać Cię, co sądzisz o włoskim tytule „Onirica”?

- Podoba mi się. Dobrze oddaje uczucia, których się doznaje w czasie oglądania filmu. To film bardzo oniryczny, a jego tytuł przekazuje tą cechę w jednoznaczny sposób. A Ciebie wprawia w zakłopotanie?

- Trudno powiedzieć. Jednak, żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie muszę przede wszystkim stwierdzić, że od dawna jestem wielbicielem Dantego. Niewiarygodne, jak udało mu się umieścić cały ówczesny świat w ramach ograniczonego utworu. Od Florencji, sytuacji lokalnej, poprzez Włochy, aż do całej religii i filozofii ówczesnego świata. To jest punkt omega, punkt, w którym wielkie i małe, lokalne i globalne stapia się w jedną całość. W naszych czasach, przeciwnie, nie mamy dzieł, które zawierałyby taką panoramę całości. Dzisiaj żyjemy tylko fragmentami, drobiazgami. Ironia losu - najważniejszym aspektem teraźniejszości jest umiejętność oddzielenia się od tematu, nie można dać się wciągnąć. Trzeba być chłodnym, odległym. Trzeba oddalić się od teraźniejszości. Można tylko dotknąć małych kawałków, małych fragmentów. Nie możesz zrobić większego zdjęcia. Zadałem sobie pytanie: skąd ta choroba naszych czasów, która przeszkadza dostrzec obszerniejszy widok?

- Ile wątków osobistych znajduje się w „Onirice”?

- Ja i mój bohater wywodzimy się z podobnych indywidualnych historii i tragedii. Utracił ukochaną kobietę i mieszka w państwie, które jest wstrząsane dramatami ludzkimi, takimi jak powodzie, a także tragedią polityczną związaną z katastrofą samolotu prezydenta. Upraszczając: Dante dał mi siłę, aby umieścić historię miłości obok historii współczesnego kraju, w szerszym kontekście.

- Mówiąc o chorobie fragmentu i potrzebie szerszego spojrzenia, ten sam proces, który opisałeś w związku z „Oniriką” jest trochę taki, jak poruszony w „Młynie i krzyżu” według Bruegla czy „Ogrodzie rozkoszy ziemskich” według Boscha, czy tak?

- Czuję dla tych trzech artystów z innej epoki niezmierny szacunek. Ich sztuka była prawdziwą sztuką w opozycji do dzisiejszej sztuki, z której duża część jest szpetną tandetą. Kiedy myślę o sztuce nie mam na myśli sztuki nowoczesnej, ale Bruegla. Tak samo, jak myśląc o prawdziwej muzyce, myślę o Mozarcie, a nie o rapie. Właśnie w ich towarzystwie odnajduję doświadczenie życia w kontakcie ze sztuką. Wielka sztuka jest dla mnie olbrzymią pomocą w przedzieraniu się przez życie. Wszystko, co nas teraz otacza, mówi nam, że jesteśmy niczym, otoczeni plastykowymi artefaktami, brakiem wartości, rozrywką o marnym i masowym charakterze. To wszystko przyczynia się do pomniejszenia doznania ludzkiego życia. Sztuka z dawnych lat , ta, którą wymieniłeś, Bruegel, Bosch czy Dante uszlachetnia mnie, uskrzydla i uświadamia, że życie współczesne również może mieć głębię. Nie staram się porównywać z tymi artystami, oni mnie tylko inspirują.

- Wychodząc z doświadczeń takich jak „Młyn i krzyż”, jak pracowałeś nad „Oniriką”? Interesuje mnie przede wszystkim kwestia zastosowanej technologii i inscenizacji.

- To zawsze jest kwestia wizji. W głowie miałem serię wizji takich, jak wodospad spadający do katedry albo orkę supermarketu. Jasne, że kiedy ma się w głowie takie sceny, trzeba dopisać do rachunku zastosowanie wielu efektów specjalnych, żeby je zrealizować. Tylko scena orki w supermarkecie była bardzo męcząca, bo żaden z supermarketów, do których zwróciliśmy się, nie chciał na nią pozwolić. W końcu po pół roku poszukiwań znaleźliśmy brytyjską sieć, która nomen omen nazywa się „Real”. Dla niej ta koncepcja realności jest przeciwstawieniem mojej wyobraźni onirycznej. Ale nie można orać podłogi ot, tak, trzeba odtworzyć ją w studio, ponieważ prawdziwa podłoga w supermarkecie jest zrobiona z betonu o grubości 20 cm niemożliwym do zaorania. Dlatego musieliśmy zrekonstruować podobną podłogę w studio z blue screen w tle. Jeszcze trudniejsze było szukanie wołów. Nie potrafiliśmy ich znaleźć, ponieważ wół pociągowy musi być nauczony orki od urodzenia. Nie możesz po prostu zaprząc woły do pługa i udawać, że orzesz. Poinformowano mnie, że najbliższe miejsce, gdzie znajdę woły jest w Chinach. Proponowano mi w zastępstwie konie, ale ja chciałem woły. Po następnych dwóch miesiącach poszukiwań odkryliśmy, że niedaleko granicy z Niemcami znajduje się skansen, który posiada woły pociągowe w celach dydaktycznych. Przy ich pomocy dzieci mogły zobaczyć, jak orało się sto lat temu. Pojechaliśmy tam i zbudowaliśmy studio wokół wołów; na 20 – sekundowe ujęcie wydaliśmy fortunę. Ale trzeba spełniać własne wizje!

- Pozwól, że Cię spytam o powtarzające się użycie w Twoich filmach tableaux vivant, a przede wszystkim o szczególny sposób, w jaki je przedstawiasz.

- Jednak ja ich nie uważam za żywe obrazy. Lubię bezruch. Najważniejszym momentom naszego życia odpowiadają chwile bezruchu. Poza tym ma on związek z historią, którą w filmie Xenia opowiada bohaterowi: o leśnej polanie Heideggera. A te osoby w lesie są w wizji polany Heideggera. Podoba mi się obraz osób stojących w lesie, przypominają mi drzewa. U Dantego też są potępieni zmieniający się w drzewa… Jest sieć powiązań.

- Film rozpoczyna się i kończy wewnątrz katedry, zalewającym ja wodospadem. Co to oznacza?

- Za dużo ode mnie wymagasz. Wolę, żeby każdy wyrobił sobie własną interpretację, opierając się na intuicji. Moim celem jest tworzenie poezji, a do niej objaśnienia nie są potrzebne. Film nie musi koniecznie być opowieścią kryminalną lub thrillerem, może być wierszem, odzwierciedlającym poezję wszystkimi możliwymi skojarzeniami. „Onirica” jest filmem pełnym skojarzeń. Nie wie, ile z nich dotrze do innych i jak u nich będzie funkcjonować, ale dla mnie te obrazy, czasem tajemnicze, są przepełnione znaczeniami. Powiedzmy to tak. Nie chcę narzucać moich idei innym osobom interpretującym film. W każdym razie zawsze chciałem sfilmować „Boska komedię”. Ale nie tak, jak jest opowiedziana przez Dantego, co jest filmowo niemożliwe, o ile się nie dysponuje budżetem 200 milionów dolarów i setkami godzin. Chciałem ją sfilmować na mój sposób. Jako odbicie we mnie.

Wywiad z Lechem Majewskim przeprowadził Marco Cacioppo, Mediolan 2014