Wywiady

Interviews

Wywiad - miesięcznik Film (06.08.2010)
Sebastian Łupak
Źródło: "Film", sierpień 2010
Treść wywiadu
Sebastian Łupak: Ostatni Pana film fabularny to „Szklane Usta“ z 2007 roku. Zdjęcia do „Młyna i Krzyża“, Pana nowego filmu, odbyły się w 2008. Mamy 2010. Co się dzieje?

Lech Majewski: Film jest w postprodukcji. To wymaga benedyktyńskiej pracy, bo to staramy się na ekranie odtworzyć komputerowo świat znany z obrazów Petera Bruegela, niderlandzkiego malarza z XVI wieku.

Czy robienie filmu o Bruegelu to dobry pomysł w dzisiejszych czasach? Czy publiczność to kupi?

Pokazywaliśmy już film tzw. „normalnej“ publiczności i jej się spodobał, a więc „Młyn i Krzyż“ ma komercyjny potencjał. To zresztą dosyć sztuczny podział - moją instalację „KrewPoety“ na biennale sztuki w Wenecji obejrzało ponad milion osób, które kupiły bilety, by wejść na tereny wystawowe. Czyli moja wymagająca zaangażowania i myślenia instalacja wideo okazała się paradoksalnie sukcesem komercyjnym i masowym.
„Młyn i Krzyż“ to byt samoistny, który jest w stanie funkcjonować na różnych poziomach i być odbierany prze widzów o różnym poziomie wyrobienia, od tych, którzy świetnie znają malarstwo Bruegela, po tych, którzy zetkną się z nim po raz pierwszy w kinie.
Trudność dziś polega na kwadraturze koła dystrybucyjnego: kiniarze nie puszczają bardziej wymagających pozycji, bo rzekomo publiczność na nie nie chodzi, a publiczność nie chodzi, bo kina ich nie wyświetlają. W efekcie na wielu ekranach wyświetla się to samo!

To samo, czyli co?

Jestem członkiem Amerykańskiej Gildii Reżyserów i z tej racji dostaję zaproszenia na premiery kinowe. Ostatnio widziałem dwa plastikowe, żałosne filmy, takie historie Kena i Barbie. Jeden to „Knight and Day“ z Tomem Cruisem i Cameron Diaz, a drugi - „Killers“ z Ashtonem Kutchnerem. Oba zrobione według tej samej formuły i oba wyjątkowo głupie!

Czyli do kina coraz mniej lubi Pan chodzić?

Chodzę dużo, bo rozbudził sie we mnie zew technologiczny: studiuję filmy pod względem możliwości technologicznych. Chciałbym zobaczyć, co kino potrafi i zastosować to potem dla swoich celów, do rzeczy związanych z moimi wizjami i moją wyobraźnią.

I co kino potrafi?

Ponieważ sam jestem pisarzem, kiedyś przekonywałem ludzi o wyższości pióra nad kamerą. Jeżeli napisałem zdanie, że bohater: „zawiązał sznurówkę, a potem podniósł wzrok i zobaczył gwiazdy“, to w tym jednym zdaniu dawałem panoramę od mikrodetalu – sznurówki – po gwiazdy i kosmos. W kinie trudno było to zrobić. Teraz można z kamerą „polecieć“ od sznurówki w kosmos. Środki techniczne pozwalają wejść do aorty i przepłynąć żyłami przez cały organizm. Kino przekroczyło możliwości literatury.

To chyba świetna wiadomość?!

I tak i nie, bowiem w większości filmy dysponujące nową technologią bazują tylko na bajkach i komiksach.

Czyli renesans 3D Pana nie zachwyca?

3D to stara sprawa. Z lat 50. Może będzie się nadawał do obejrzenia meczu w trójwymiarowej TV. Ale w kinie nie jest nowym potencjałem dla sztuki. Komerycyjnie – może tak, ale estetycznie – nie. Nową technologią komputerową warto opowiadać takie rzeczy, jakie kiedyś robił Wojciech Has. On dziś mógłby zrobić świetne „Sanatorium pod klepsydrą“ wykorzystując najnowszą technologię CG!

No to wróćmy do „Młyna i Krzyża“, czyli filmu o obrazach Bruegela. Do tego nowa technologia też się nadaje! Tak, odtwarzamy na ekranie świat jego obrazów, ich fakturę, barwę.

To ogromna praca ludzi związanych z komputerami, animacjami trójwymiarowymi. Częściowo filmowaliśmy rzeczywiste plenery, które fragmentami są zgodne z tym, co malował Bruegel, reszta to obróbka komputerowa.

I jak wam to wychodzi?

Pokazywaliśmy to w WETA Productions w Nowej Zelandii, twórcom „Władcy Pierścieni“. Uważani są za najlepszych, są awangardą technologii, a byli pod dużym wrażeniem naszych poczynań. My też dokonujemy jakiegoś technologicznego przełomu.

„My“ czyli kto?

Warszawskie Studio Odeon, oraz Norbert Rudzik, komputerowy czarodziej z Katowic.

Skąd w ogóle pomysł tego projektu?

Bruegel to mój ulubiony malarz. Scenariusz napisałem wraz z Michaelem Gibsonem, paryskim krytykiem sztuki, współpracującym z „The International Herlad Trubune“, autorem eseju filozoficzno-historycznego na temat największego obrazu Bruegela - „Droga na Kalwarię“.

Z eseju zrobiliście fabułę?!

Tak, Michael chciał zrobić dokument, ale przekonałem go, że można opowiedzieć historię fabularną.

Co to za obraz?

„Droga na Kalwarię“ z 1563 roku, na którym jest ponad 500 postaci. Trudno w tym tłumie znaleźć Chrystusa. To,co najważniejsze jest ukryte. Bruegel to najwybitniejszy filozof wśród malarzy.

I Pan naprawdę uważa, że widz wychowany na Kenie i Barbie będzie w stanie to pojąć?!

Uważam, że wybitny artysta, choćby żył w XVI wieku w Niderlandach, ma nam zawsze do powiedzenia ważne, unikalne, ponadczasowe rzeczy. Ten film to także moja dyskusja ze współczesną sztuka.

Która jest…?

Ucieka w małą ironię i mały realizm, oddala się od pełnego obrazu świata. Artyści tacy jak Bruegel tworzyli uniwersa, kosmosy. Wielu reżyserów też tworzyło takie kosmosy – Wojciech Has, Andriej Tarkowski, Passolini, Fellini. Ich filmy to ekwiwalenty sztuki wizualnej sprzed kilkuset lat.

I Pan wierzy, że da się do tego wrócić?

Może to donkiszoteria, ale nie możemy godzić się na tak absolutną banalizację przekazu, jaka panuje dziś. Nie widzę tu nazwisk, które mogłby się równać z tym, co było w latach 60. Wybitni twórcy – Bergman, Bunuel, Fellini, Antonioni, Visconti, Passolini. Na jednym tylko festiwalu w Cannes w 1963 roku konkurowało ze sobą 14 arcydzieł filmowych! Dziś filmy nie mają tego ciężaru. Mamy wielki wybór, ale to wybór spośród miernoty!

Kto gra w „Młynie i Krzyżu“?

Michael York, Charlotte Rampling. Bruegla gra Rutger Hauer. Poza tym mamy mnóstwo statystów, których szukaliśmy w jurze krakowsko – częstochowskiej.

Mówił Pan wcześniej o tym, że kino przekroczyło możliwości literatury. To chyba klęska dla książek i autorów?

Treści zawarte w słowie wciąż są transcendentne, a kinu daleko jeszcze do pisanej poezji. Dla mnie „Młyn i Krzyż“ to szczęśliwe połączenie tego, co może literatura i kino. Esej filozoficzno-historyczny ubrany w warstwę wizualną.

Będzie Pan gościem specjalnym festiwalu „Dwa brzegi“. Lubi Pan spotkania z publicznością?

Tak, bo zaskakujące pytania publiczności rzucają nowe światło na świat, który kreuję.