Wywiady

Interviews

Rozmowa z Lechem Majewskim, scenarzystą i współproducentem Basquiata
Marcin Mońka
Źródło: Gazeta Wyborcza (dodatek TV, 12-18.01.2007)
Treść wywiadu
Marcin Mońka: Poznał Pan Basquiata?

Lech Majewski: Widziałem go w nowojorskim klubie Area. Pojawił się w poplamionej piżamie i marynarce od Armaniego, a jego fryzurę wieńczyło ptasie gniazdo. Znałem już jego prace oraz nowojorskie legendy o nim: uderzyło mnie, że to Rafał Wojaczek w amerykańskim świecie. Te dwie postacie wiele łączyło - obaj kilkakrotnie przechodzili przez szyby, byli poetami, zmarli przedwcześnie i tragicznie... Oparte na grach słownych malarstwo Basquiata stało się sublimacją ulicznego graffiti przeniesionegow wymiar wielkiej sztuki. Kiedy mieszkałem w Nowym Jorku, wielokrotnie wpadałem na hasła: "Kobieta kangur sprowadza deszcz", "Idź boso w płaszczu, sercu, ciele, mózgu" czy "Młodość huśtająca prawą nogą". Widniały na ścianach strategicznych miejsc z podpisem "Samo" [od "same old shit" - tak Basquiat podpisywał swoje uliczne prace - red.] i w racjonalnym, logicznym i protestanckim świecie Ameryki działały jak wytrychy do podświadomości. Nagle człowiek idący do banku stawał twarzą w twarz z poezją. W tej książce, jaką jest miasto, Basquiat rozpisał swoje wersety na stronach fasad domów.

- Kiedy pojawił się pomysł filmu o nim?

- Tuż po jego śmierci przeczytałem artykuł w "Vanity Fair". Wstrząsną mnie i uparcie przypominał o Wojaczku. Zdecydowałem się napisać scenariusz. Autor artykułu Anthony Haden-Guest skontaktował mnie z przyjaciółmi Basquiata. W czasie zbierania materiałów zaczął wyłaniać się ponury obraz ojca Jean-Michaela, przerażające sceny z dzieciństwa - a paradoksalnie to właśnie ojciec stał się wyłącznym właścicielem praw do spuścizny po synu. Więc gdy scenariusz trafił do jego rąk, musieliśmy stoczyć z nim batalię prawną. Wiele opisanych w scenariuszu scen musieliśmy usunąć. Podobnie stało się z malarstwem - w filmie nie ma ani jednej pracy Basquiata, wszystkie pojawiające się w nim obrazy są jedynie wariacjami na temat oryginalnych kompozycji.

- "Basquiat" jednak powstał...

- Mój scenariusz chwalili m. in. Sidney Lumet, Olivier Stone, Harley Kitel czy Dennis Hopper. Długo jednak szukaliśmy pieniędzy. Dystrybutorzy nie kwapili się ze wsparciem finansowym, słyszałem zarzuty, że to film o narkomanie, w dodatku popełniającym samobójstwo. I dlatego Julian Schnabel, któremu oddałem reżyserię filmu, po trzech latach bezskutecznych zabiegów wyłożył własne pieniądze. Film powstał również dzięki dobrej woli aktorów, którzy zgodzili się zagrać za darmo, m. in. Dawid Bowie w roli Andy'ego Warhola. Schnabel z kolei wynagrodził ich cyklem grafik związanych tematycznie z filmem.