Wywiady

Interviews

Majewski - artysta obrazu
Katarzyna Fryc
Źródło: "Gazeta Wyborcza", Trójmiasto, 11 grudnia 2006
Treść wywiadu
W Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni trwa wystawa twórczości malarza, reżysera, pisarza Lecha Majewskiego. Z Lechem Majewskim rozmawia Katarzyna Fryc.

- Katarzyna Fryc: Po raz pierwszy na Wybrzeżu możemy oglądać Pańską instalację.

- Lech Majewski: "KrewPoety" przygotowałem na otwarcie mojej retrospektywy w nowojorskim Museum of Modern Art w maju tego roku. Laurence Kardish, kurator MoMA, kiedyś zafascynował się moim "Pokojem Saren", które zobaczył w Muzeum Sztuk Pięknych w Buenos Aires i zaproponował mi retrospektywę w Nowym Jorku.

- Chodzi o "Pokój Saren" pokazywany przed laty na festiwalu filmowym w Gdyni?

- Tak, tylko w trochę przeobrażonej formule: jako wideo-fresk. "Pokój Saren" wiedzie od lat bogate życie w galeriach sztuki na świecie: był pokazywany w Buenos Aires, Paryżu, Londynie, Wenecji. Wywarł spore wrażenie na kuratorze nowojorskiego MoMA, skoro zainteresował się całą moją twórczością i postanowił zorganizować tam moją retrospektywę. To oczywiście niezwykłe wyróżnienie. Bo jeśli już artysta ma tam w ogóle swój przegląd, to najczęściej... po śmierci. Tymczasem mnie poinformowano, że jestem najmłodszym artystą i przy okazji pierwszym Polakiem, który miał w MoMA indywidualną retrospektywę. I właśnie na tę okazję przygotowałem instalację "KrewPoety", która z zaplanowanych trzech wideo-artów z czasem rozrosła się do trzydziestu trzech.

- To prezentacja, która dzieje się jednocześnie na wielu ekranach.

- Widz wybiera sobie dowolną marszrutę wśród ekranów, tworząc indywidualny ciąg narracyjny. Poszczególne wideo-arty zazębiają się elementami treści, fetyszy, kluczy interpretacyjnych. Widzowie znajdują się w sytuacji detektywa odkrywającego ślady prowadzące do zachowań wąskiej grupy bohaterów: ojca, matki, syna, kochanki, służącej... Opowieść ma niewielu bohaterów, ale występują oni w wieloznacznych sytuacjach. Spotykają się przy obiedzie, ubierają dziecko do komunii - czynności atawistyczne, archetypiczne, ale tak skomponowane, że akcje wykraczają poza realizm.

- Skąd tytuł "KrewPoety"?

- Bo tam wycieka z poety krew! Trochę też odwołuję się do Jeana Cocteau i jego filmu "Krew Poety".

- I w filmach, i w instalacjach artystycznych nie interesuje Pana narracja w klasycznym ujęciu.

- Tradycyjna chronologia wydaje mi się już zamęczona na śmierć. Mnie interesuje współbieżność wydarzeń. Przecież nasz mózg odbiera bodźce na wielu poziomach w tym samym czasie i większość z tego, co odbiera, jest podświadoma lub nieuświadomiona. Prosta linearność zawsze jest manipulacją, bo oznacza uproszczenie, które potem więzi nas i ogranicza nasze doznania. Przecież rzeczywistość jest raczej taka jak w "Ogrodzie o rozwidlających się ścieżkach" Borgesa - zależy, w którą alejkę skręcimy, a tak nieoczekiwanie potoczy się nasze życie. I podobnie jest z moją instalacją.

- Jest Pan reżyserem dlatego, że...

- Robię filmy z potrzeby wewnętrznej. Nie jestem skazany na reżyserię, pracuję przecież na różnych terytoriach sztuki, ale najbardziej pociągają mnie ruchome obrazy, pewne wizje, które są nieuchwytne, a które domagają się wyjścia na zewnątrz. Ja im ulegam i stąd rodzi się film, spektakl lub powieść. To do tych wizji należy wybór. Ja tylko jestem medium.