Wywiady

Interviews

Spotkanie z Lechem Majewskim
Katarzyna Kubacka
Źródło: Camfilm.pl (strona Festiwalu Filmów Niezwykłych)
Treść wywiadu
Katowice, 24 kwietnia 2005

Przedwiośnie. Niedzielne spowolnienie i pierwsze słońce. Katowice toną w szarości. Kopalniany pył wżarty w fasady domów. Smutek i nędza dworca. Poczekalnia śmierci i byle jakiego życia. I niemoc milczącego widza...
I oddech. I przypomnienie, że nie musi tak być.
Mieszkanie, które pamięta minione lata. Pędzel artysty na płótnie, rękę grawera na szkle. Pokryta patyną cukiernica, stary kredens, stół... Jestem w Pokoju saren. Nie usłyszę już tylko kroków Ojca..., a dźwięk za ścianą sugeruje, że Matka teraz częściej wpatruje się w telewizor niż w trawę...
Herbata w kubku przywołującym duchy Felliniego. Z drugiej strony blatu obywatel świata, mieszkaniec mitycznych metropolii... W tyle spakowana walizka. Za chwilę nadana będzie na bagaż...

zamykam oczy i okowy pękają

- Jutro wyląduje Pan na lotnisku w Nowym Jorku. A jednak siedząc przy tym stole nie mam wrażenia, że Pana dom jest za oceanem. Podróż wpisana w życiorys jak data urodzenia?

- To jest dom, w którym przyszedłem na świat. Wciąż tu wracam, nadal mieszka w nim moja matka. Po tylu latach podróży nauczyłem się błyskawicznej adaptacji. A miejsca, do których przyjeżdżam muszę rytualizować, anektować. Mam określony sposób pakowania się i rozpakowywania. Wiele osób nie przywiązuje do tego wagi. Mogą rzucić walizki, pójść gdzieś, przespać się i wyjechać. Ja najpierw muszę oswoić przestrzeń, nadać jej charakter osobisty, choćby na parę dni. Dotyczy to wszystkich miejsc, do których jadę, bez wyjątku. Zapisuję nazwy hoteli i numery pokoi, w których spałem. Powstała z tego gigantyczna konstrukcja.

- Biografowie będą mieli ułatwione zadanie.

- Te zapiski mają też wartość numeryczną. Czasem z zupełnie niezrozumiałych powodów wchodzę do niektórych hoteli i mówię: przepraszam, ale tu nie będę mieszkał. Częściowo jest to związane z liczbami, ale bardziej z atmosferą. W niektórych pokojach ściany są nasączone czymś nieokreślonym, złowrogim. Rezygnuję z takiego miejsca. Podczas zdjęć do Angelusa zdarzyła się pewna dziwna sytuacja. Robiliśmy dokumentację w chłodni. Tu nieopodal, na Mikołowskiej, blisko więzienia.

- W chłodni, bo w zimie człowiek głębiej myśli, a głowa nie lata kaj myślami...

- Właśnie! W filmie jest powiedziane, że tylko w zimie głowa może dobrze arbeitować... To zresztą prawda (śmiech), w Afryce powstaje przecież mało sztuki. W Brazylii zresztą też.

- Jaka radość życia za to...

- Ale mózg nie pracuje! Coś w tych słowach Ociepki było, dlatego w filmie Teofil trzyma książki w lodówce, a narady pod jego wodzą odbywają się w chłodni.
Szukając jej podczas dokumentacji zawieziono mnie do nieczynnej rzeźni, ale gdy tylko do niej wszedłem poczułem silny ból, nie mogłem się ani ruszyć, ani wydobyć z siebie głosu. Przestrzeń wypełniona była jednym wielkim skłębionym powietrzem, zbudowanym z fizycznej męki. Nie mogłem tego wytrzymać, musiałem uciekać. Nie zrobiliśmy zdjęć w tym miejscu... Podejrzewam siebie o zdolności medialne. Często mam wizje, widzę wizualne rozwiązania. Tak było, gdy z Józkiem Skrzekiem komponowałem muzykę do Pokoju Saren. Natomiast kiedy tworzę film czy piszę książkę najpierw je widzę, w podświadomości jestem w miejscu, o którym opowiadam...

- A miejsca, w których Pan przebywa?

- W każdym miejscu, w którym jestem i w Polsce, i w Ameryce, i we Włoszech mam poczucie obcości. Z wyjątkiem może domu rodzinnego, bo tu przyszedłem na świat. To jest jedyna przestrzeń oswojona. Dlatego chętnie tu wracam.

- Jednak w dniu przyjęcia obywatelstwa amerykańskiego, spacerował Pan ulicami Nowego Jorku mówiąc "mój kraj".

- Był taki moment euforii.

- NY stał się większym więzieniem niż Polska..., to wygnanie w najbardziej ekscytującym mieście świata... - czytam w Oficjalnym centrum świata.

- To jest prawda, ale w Polsce czuję to samo. To nie jest "mój kraj". Choć będąc tu posługuję się naturalnym językiem, właściwie niewiele z tego, co wokół rozumiem. Wracam raczej do krainy, którą pamiętam z lat wcześniejszych. Wracam Wojaczkiem, Angelusem, czy wreszcie Pokojem Saren. To są powroty usytuowane w mojej głowie. Mieszkałem przecież w różnych krajach. Potrafię się dostosować... Gdzie wolę mieszkać? Jedyne, co wolę, to realizować swoje wizje, to jest priorytet.

- Ameryka jest mitem ucieczki przede wszystkim od siebie - czytam dalej w Oficjalnym centrum... Podróże, częste zmiany miejsc są ucieczką...?

- Nie. Jest różnica między podróżą zewnętrzną a podróżą wewnętrzną.

- Dla mnie są tożsame.

- Często bywają, ale nie zawsze. Tomasz Mann zauważył, ze podróżowanie wydłuża życie. Wyraźnie to widać w "Czarodziejskiej górze". Pierwszy tydzień opisał na dwustu czy trzystu stronach. Następny miesiąc zajął mu już tylko pięćdziesiąt stron, a kolejne parę lat zaledwie dziesięć kartek... Przyjeżdżasz na nowe miejsce i długo się oswajasz. Fizjologia mózgu, który rejestruje tylko nowe bodźce. Być może dlatego w seksualnym życiu mężczyźni i kobiety często poszukują nowych partnerów. Taki jest mechanizm zewnętrzny. Mechanizm wewnętrzny natomiast każe szukać nowego wymiaru miłości, wejścia na inny poziom, głębszy. Tak jak to się dzieje z moją miłością. Ucieczkę natomiast rozumiem jako brak myślenia. Kiedy zamiast myślenia włącza się telewizor czy komputer i daje się im zaaresztować, oderwać od samego siebie - to jest ucieczka. W tym sensie Ameryka jest krajem, który zaproponował najciekawsze pojazdy do wsiadania i niemyślenia o sobie. W tym sensie jest też stolicą ucieczki, ucieczki w entertainment. Kusi swoim "zabawię cię". A po co? Byś nie spotkał się z sobą. A dlaczego mam się z sobą nie spotkać? Bo mogą wyjść twoje demony. My te demony mamy za szklanym ekranem. Popatrz na nie, tylko nie wchodź w swoją krainę, nie wchodź w świat własnych demonów. Tak mówi Ameryka zarażając cały świat chorobą o nazwie: ucieknij od siebie, ucieknij od swoich demonów, ucieknij od swoich bohaterów. I człowiek zostawia wszystko i poddaje się. Ja toczę walkę. Robię bardzo dużo rzeczy, by ze sobą obcować. To, co pani słyszy, jest efektem moich własnych przemyśleń. Nie miałbym ich siedząc z łbem w telewizorze, czy ekranie komputera. To dobre i potrzebne wynalazki, ale nie w momencie, gdy stają się życiem zastępczym, a tak w wielu wypadkach jest. Myślę, że 90 procent osób daje się okradać w ten sposób. Za własną zgodą. Moje podróże związane są z rynkiem pracy. I z aspektem czysto poznawczym. Mam ogromną ciekawość świata. Fascynuje mnie przyglądanie się mu.

- Podróże w przestrzeni służą podróżom wewnętrznym.

- Jak najbardziej. Mają uwalniającą moc. Zmienia się perspektywa widzenia problemów, a rzeczywistość układa się inaczej. Tak też było w moim przypadku. Wszystko zaczęło się od wędrówki z Rycerzem. Zrobiłem film, który był filmem niezwykłym, a w Polsce został odrzucony przez krytykę. Gdybym nie pojechał i nie doświadczył zachwytów w Anglii, byłbym przekonany, że zrobiłem najgorszy film na świecie. A tam, nagle stają przede mną Lindsay Anderson, Werner Herzog, John Borman, Karel Reisz, osoby znane mi z książek, gazet, odległe, niedostępne... rozmawiają o moim filmie, zachwycają się, mówią: masz oryginalny język, to jest piękne, czyste. Arthur Penn, Milos Forman, Andre Gregory (współpracownik Grotowskiego), Orson Welles... Wielkie nazwiska. I Michael Hausman - producent Amadeusza, który zaproponował mi pracę w Ameryce. To, co słyszałem od tych ludzi, a co słyszałem w Polsce było jak niebo i ziemia. Anglia podarowała mi świat. Gdybym nie podróżował, nie dowiedziałbym się o tym, umarłbym...

- Agnieszka Holland sprawiła, że został Pan oficjalnie uznany za reżysera?

- Dokładnie tak! Agnieszka uratowała mi debiut i trzecią kategorię reżyserską. To było niezwykłe. Po pierwsze chciało jej się przyjść na projekcję, którą zorganizowano o 9.00 rano. Żaden polski dziennikarz wtedy nie pofatygował się, przyszli tylko dziennikarze zachodni i jedna jedyna Agnieszka. Wówczas jeszcze się nie znaliśmy. Powiedziała, że to skandal, ze nie chcą mi dać debiutu za tak piękny film i że będzie go broniła. Broniła skutecznie. Pozostanę jej dozgonnie wdzięczny za gest i podanie ręki zdesperowanemu młodemu człowiekowi. Na początku drogi jesteśmy najbardziej krusi. Jeszcze wierzymy, że recenzenci mają coś do powiedzenia. A oni, poza paroma wyjątkami, nie mają do powiedzenia nic. Agnieszka mnie uratowała, ale nie dlatego uważam, że jest niezwykłą osobą. To jest niezwykła postać w wielu wymiarach.
W bardzo ostrym londyńskim piśmie "Time Out" ukazała się właśnie recenzja, która mówi, że Pokój Saren jest wyjątkowym filmem. Padają aż nierealne określenia, że jest krystalicznie piękny, że w duchu Tarkowskiego... A na festiwalu w Gdyni zajął nie zaszczytne ostatnie, tylko przedostatnie miejsce. Co ja mogę w takiej sytuacji powiedzieć? Nic. Mogę ewentualnie radzić tym, którzy są źle recenzowani, żeby pokazywali swoje filmy gdzie indziej. Ja na szczęście poznałem drugą stronę medalu i w sumie nie narzekam. Spotykam ludzi, którzy bardzo intensywnie odbierają to, co robię. To jest absolutnie najważniejsze.

- A poczucie wolności?

- Wewnętrznie czuję się wolny, ale będąc reżyserem napotykam na coraz większy opór materii. Prawdziwa wolność jednak nie idzie z zewnątrz, tylko z wewnątrz. Octavio Paz napisał: Zamykam oczy i okowy pękają. To zdanie mną wstrząsnęło! Absolutnie. To jest historia prawdziwej wolności. Nie zabiorą ci jej z zewnątrz. Ty zamknij oczy i bądź wolny od wewnątrz.

- Tatarkiewicz mówił o 3 filarach szczęścia: nie ma wśród nich wolności. Wolność według niego nie jest szczęściem.

- Wręcz odwrotnie mówił, że jest nim poczucie porządku, miłości i przywiązania. We współczesnym świecie wolność jest rozumiana opacznie, jako propagowanie zboczeń i idiotyzmu w sztuce, jako obrażanie uczuć religijnych. To są fronty wolności, na których walczy prasa.

- O kulturze masowej wypowiada się Pan w sposób zdecydowany.

- Tak... Nie przepadam. Widzę jakąś straszną sztuczność tego świata.

- Pozamykałby Pan w więzieniach twórców...

- Tak! I kazałbym oglądać siebie nawzajem. Straszna kara! (śmiech). Zresztą nie tylko oni powinni iść do więzienia. Wsadziłbym tam również twórców morderczych gier dla dzieci. Intelektualni bandyci! Robienie z tego biznesu jest czymś strasznym. Nie rozumiem, dlaczego palenie papierosów ma bardziej zabijać? Niektóre programy komputerowe kryją większe niebezpieczeństwo niż nikotyna i narkotyki razem wzięte. A filmy epatujące złem, bezwzględnością, cynizmem? Zło ma działanie hipnotyzujące. I rozbrajające. Człowiek zawsze będzie się gapił na zło. Jak jeleń wpatrujący się w reflektor nadjeżdżającego samochodu. Nie ruszy się, nie ucieknie, aż go samochód zmiażdży. Tarantino mówi: wolę patrzeć na samochód eksplodujący niż parkujący. Tak, bo zło i destrukcja są fascynujące. Skąd to się wzięło? Dlaczego w budżetach amerykańskiego filmu umieszcza się gigantyczne ilości pieniędzy na destrukcję? Fascynacja zniszczeniem, śmiercią... Dawniej ludzie oglądali memento mori i obrazy destrukcji w kościołach, dzisiaj oglądają to w TV. Gigantyczne karambole, morderstwa, popularne newsy. Powódź, tsunami, wojna. Współczesne memento mori. Taniec śmierci w wydaniu usankcjonowanym przez współczesną wrażliwość.

- Nie ma paragrafu na ludzi promujących w ten sposób zło...

- Na zło i głupotę nigdy nie będzie paragrafu. Bandyci prowadzący działania wojenne, mordujący wszystko na swojej drodze zawsze byli bohaterami, opoką i ostoją społeczeństwa!

- Poeci kina wymarli, za to rzeźnicy mają się całkiem nieźle(...)

- A z toporów ścieka im krew...

- Przypominam sobie refleksje z Oficjalnego centrum świata...

- Bez przerwy coś notuję, piszę, szkicuję. Bez tego nie wyobrażam sobie życia. Pisząc książki, scenariusze, posługuję się nie komputerem, a wiecznym piórem. Trzeba do niego nalać atrament, kiedy zbiornik jest pusty nie pisze. Ono ma swoją osobowość. Pióro to moje naczynie krwionośne. Dopóki się nie zużyje nie zmieniam go. Jestem wiernym człowiekiem.

- Pokojem Saren i Oficjalnym centrum..., poetyckim tomikiem Muzeum mojej nędzy zaprosił Pan do swojego prywatnego świata.

- Wszystko, co robię jest mniej lub bardziej autobiograficzne.

- Ma Pan poczucie, że jest Reżyserem NieZwykłym?

- Każdy, kto robi coś swojego jest niezwykły. Ciągle walczę pomiędzy tym, co jest rzeczą sztuczną, nabytą a tym, co jest moje. Nie w egoistycznym sensie, ale w sensie uczciwości opowiedzenia się z własnych doświadczeń. Każde indywidualne przeżycie jest czymś... jak pani to określiła...?

- Niezwykłym...

- Właśnie niezwykłym. Niezwykły jest każdy indywidualny głos. Sztampa sprawia wrażenie zwykłości. Dlatego dobija mnie zwykłość seriali. Nie ma w nich indywidualnego przeżycia. Stąd moja walka z tym wiatrakiem. Bo jest to walka z nieautentycznością indywidualnego doznania życia.

- Mam wrażenie, że z Pana twórczością jest tak jak z listem pisanym do Wysokiej Dyrekcji ONZ w sprawie ratowania ludziów na ziemi, co ich opętało zło i wiedzie na zatracenie...?

- O tak! (śmiech). Gratuluję oka. Oczywiście, ja cały czas piszę do Wysokiej Dyrekcji...

Rozmawiała Katarzyna Kubacka.