Recenzje

Reviews



Filmy

Films

ANGELUS


Obrazy i mistycy
Jacenty Jędrusik
Źródło: Dziennik Zachodni
Treść
Obrazy i mistycy

Pracę nad filmem „Angelus” wspomina Jacenty Jędrusik, aktor odgrywający rolę Helmuta.

Znałem wcześniej Lecha Majewskiego, bo w podobnym czasie studiowaliśmy w łódzkiej „Filmówce”, tyle że na różnych wydziałach. Wstępne rozmowy i casting do „Angelusa” odbywały się tuż przed wakacjami.

Nie miałem po nim specjalnej nadziei, że wystąpię w filmie. Postanowiłem gdzieś wyjechać na urlop, by odpocząć po męczącym sezonie w teatrze. Tymczasem pod koniec lipca otrzymałem wiadomość, że w sierpniu zaczynamy próby i natychmiast mam się zgłosić. Okazało się, że Lechu obsadził mnie w jednej z głównych ról.

Spotkaliśmy się z reżyserem w gronie aktorów, którzy mieli grać „Grupę Janowską”. Okazało się, że tylko dwoje z nas, ja i Andrzej Mastalerz, jesteśmy aktorami zawodowymi. Pozostali mają doświadczenie sceniczne czy estradowe, jak Marian Makula czy Grzegorz Stasiak, a nawet są spoza zawodu, jak Jan Siodlaczek, który wcielił się w Teofila. Podczas prób wiele improwizowaliśmy. Tu powstała pierwsza trudność. Wszystkie teksty były w gwarze. Nie jestem Ślązakiem, chociaż mieszkam tu od urodzenia. Będąc aktorem otrzymywałem sporo propozycji związanych z gwarą, jestem osłuchany z akcentem, więc nie mam problemów, gdy dostaję gotowy tekst. Tymczasem Lechu oczekiwał, że będziemy improwizować w gwarze. Oczywiście, główne dialogi były napisane, ale pozostawał spory margines na jakąś własną inwencję. Chciał w ten sposób wywołać specyficzną atmosferę, wrzenie twórcze w grupie. Sporo pomysłów kolegów weszło do filmu, na przykład hasło Mariana Makuli „dupisz fleki”, czyli „gadasz głupoty”. Ta improwizacja była dla mnie potwornie ciężka.

„Angelus” był moją największą i najtrudniejszą produkcją filmową. Dotąd grałem w obyczajówkach czy filmach sensacyjnych, o tematyce bliższej współczesnemu życiu. Do końca nie wiedzieliśmy, do czego przymierza się Lechu. Dopiero na planie zrozumieliśmy, że to co się dzieje, jest rzeczą niezwykłą.

Większość zdjęć powstawała w plenerze. Wiele z tych miejsc było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem, wręcz wprawiły mnie w osłupienie. Gotowe plany: to co zostało po katowickiej hucie Silesia, czy chorzowskiej hucie Kościuszko, gdzie kręciliśmy pogrzeb Teofila czy sceny z kampanii wrześniowej. Potem wyjechaliśmy do Rydułtów. Tamtejsza hałda paliła się jeszcze. Wydobywały się przedziwne zapachy, gazy. Mnóstwo zdjęć powstało w Nikiszowcu. Zabawę zetempowską kręciliśmy na starym dworcu kolejowym w Murckach, a UB było w dawnej komendzie w Chorzowie-Batorym. Zadziwiało, jak perfekcyjnie Lech jest przygotowany do zdjęć. Był wyjątkowo konsekwentny, a dni zdjęciowe były zawsze wypełnione do granic możliwości.

W filmie zagrałem Helmuta, postać autentyczną, członka „Grupy Janowskiej”. Wszyscy bohaterowie byli charakteryzowani zgodnie z pierwowzorami, zarówno charakterologicznie jak i pod względem wyglądu. Lech mówił „Ty nic nie graj. Ty masz taką twarz, która wyraża wszystko. Szczególnie masz coś takiego między brwiami. Nie graj, tylko myśl o tym. Wtedy mi się wszystko dobrze maluje”. Wiele rozmawialiśmy z nim o postaciach i kolejnych scenach. Zaufaliśmy mu. Oczywiście film jest pewną fabułą, osnutą wokół autentycznych wydarzeń. Ważnym bohaterem filmu były obrazy, oglądaliśmy je, wiele z nich pojawiało się na planie. W „moim” domu wisiały oryginały wypożyczone z muzeum. Pamiętam, jak trzeba było ich strzec.

Po obejrzeniu filmu przekonałem się, że Lechu uzyskał wyjątkowy klimat. Powstało przede wszystkim dzieło artystyczne, plastyczne o niezwykłej poetyce. Ogromna w tym zasługa operatora Adama Sikory. Podczas kręcenia wiele rzeczy nas zastanawiało, na przykład: jaki sens mają scenki z anegdotami czy cytatami opowiadanymi na ławce? Dopiero oglądając je stwierdziłem, jak to pięknie zafunkcjonowało w filmie.