Recenzje

Reviews



Filmy

Films

OGRÓD ROZKOSZY ZIEMSKICH (The Garden of Earthly Delights)


Tomasz Raczek i Zygmunt Kałużyński rozmawiają o "Ogrodzie rozkoszy ziemskich"
Źródło: Radio TOK FM
Treść
Tomasz Raczek: Ogród rozkoszy ziemskich, film o umieraniu, o historii sztuki, ale też o pięknej miłości. Co z tych elementów jest Panu najbliższe, co zrobiło na Panu wrażenie?

Zygmunt Kałużyński: Dla mnie oryginalność tego filmu polega na spleceniu życia i dramatu bohaterów ze sztuką i sztuki z życiem i dramatem bohaterów. Jest to pod tym względem unikat w filmie, gdzie dzieje miłości rozgrywają się jednocześnie w związku z dziełem sztuki. Przede wszystkim z owym obrazem Boscha, który przedstawia szczęście w sposób wizjonersko-fantastyczny: rośliny, jakich nigdzie nie ma na świecie; krajobrazy wyolbrzymione, upięknione, wyfantazjowane, i tłum postaci, które zachowują się w sposób zupełnie nie podobny do czegokolwiek w życiu.

Tomasz Raczek: Ta fantazja jest zupełnie surrealistyczna, moglibyśmy dziś powiedzieć.

Zygmunt Kałużyński: Surrealiści uwielbiali Boscha i między innymi właśnie ten jego obraz. Otóż postaci filmu do tego stopnia współżyją ze sztuką - to zresztą nie idzie tylko o Boscha, już samo miejsce akcji: Wenecja to klasyczne miasto sztuki światowej - starają się naśladować postaci z Boscha dla zabawy z jednej strony, a z drugiej po to, by podkreślić uczucie i dać mu nowy pokarm.

Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, zdaje się, że z tym jajkiem to poważna sprawa, bo to coś znaczy.

Zygmunt Kałużyński: Tutaj wszystko coś znaczy. To przede wszystkim, że ogród szczęścia nie jest z tego świata, ale jest wizją sztuki, jest jednocześnie podświadomym marzeniem, celem naszych bohaterów i z chwilą, kiedy nasz film kończy się tragicznie - a życie każdego z nas, każda miłość, w gruncie rzeczy wszystko w życiu kończy się w ten sposób - to jest opuszczenie owej wizji, która jednak stanowi pocieszenie. Streściłbym Ogród rozkoszy ziemskich w jednym zdaniu: sztuka jest ratunkiem nawet w nieszczęściu. Tak odebrałem ten film.

Tomasz Raczek: To prawda. Sztuka umożliwia nam przeniesienie się w taki ogród szczęśliwości, który jest w zasięgu ręki. Właściwie można to sobie stworzyć.

Zygmunt Kałużyński: Tak, i ten motyw, główny w filmie, to jest jego niezwykłość. Zastanawiałem się czy w historii kina było podobne rozwiązanie - rzutowanie sztuki na życie i życia na sztukę - i myślę, że ten film jest pod tym względem unikatem. Oczywiście, że były filmy, gdzie bohater odnosi się do ... - nie wiem czy państwo pamiętają taki film Portret Jenny...

Tomasz Raczek: Pokazywaliśmy ten film w Perłach z lamusa, panie Zygmuncie...

Zygmunt Kałużyński: O, tak było... Otóż w tym filmie artysta stwarza sobie fikcję w obrazie, który sam namalował, tylko tutaj jest zupełnie inna sytuacja; tutaj, w Ogrodzie rozkoszy ziemskich, jest jakby próba ustawicznego łączenia się, ustawicznego wchodzenia, ustawicznego solidaryzowania się już nie tylko z przeżyciem dzieła sztuki, ale nawet z jego elementami, jego szczegółami. Jest to właściwie taki rodzaj analizy krytycznej, gdzie widzimy, że nasi bohaterowi starają się naśladować te przedziwne sytuacje, jakie wymyślił Bosch, po to, żeby przekonać nas, że możemy marzyć o tym, że szczęście jest dostępne.

Tomasz Raczek: Ogród rozkoszy ziemskich - film Lecha Majewskiego wchodzi na ekrany kin. Jest to film dla tych, którzy kochają kino, dla tych, którzy lubią wzruszyć się, ale przede wszystkim zastanowić. Lubią filmy, które wchodzą do podświadomości, do głowy i nie dają się z niej wyrzucić. Lubią filmy, o których pamięta się całymi dniami i które przychodzą, przypominają się, atakują znienacka wiele tygodni po ich obejrzeniu w kinie. Polecam państwu Ogród rozkoszy ziemskich Lecha Majewskiego. Polecam Państwu w ogóle wszystko, co robi Lech Majewski.