Recenzje

Reviews



Filmy

Films

ANGELUS


Promień Saturna dupnął
Dobrosława Grzybkowska
Źródło: www.gildia.pl/fantasci/teksty/dobra/angelus
Treść
Angelus - wchodząc w czeluść ciemnej sali spodziewać się można dzięki takiemu tytułowi cudowności boskiego posłańca, cukierkowej twarzyczki, uładzonej nadrzeczywistości. A tu Bery i bojki śląskie jako żywo! Kopalnia, czarni od węgla górnicy, blokhauzy, świat marzeń dziecięcych - czuła święta Barbara i anielice. Śląsk jak malowany; z pejzażem hałdowym, z kilofami, z zabawą. Wbrew pozorom jest to obraz kolorowy, pełen soczystych, lokalnych barw, jak powrót do dawno zaginionej, oderwanej krainy, gdzie nie ma granic między tym, co ziemskie a mistyczne. Postaci rozmawiają tylko w gwarze. Po śląsku mówią nawet Hitler i Stalin.

W Janowie międzywojennym tajemna grupa siedmiu górników pod przewodnictwem Mistrza (podobno trzystuletniego) pobiera energię ze słońca, maluje, gdyż jest to zajęcie najlepiej wykorzystujące zgromadzone w oku światło. I każdy, od ulubieńca Mistrza, Teofila trzymającego książki w lodówce, przez pana Edwarda przepadającego za kobietami,po miejscowego "głupiego", każdy posiada swój portret wyraźnie zarysowany, sylwetkę wyodrębnioną i dowcipnie indywidualną w swych przyzwyczajeniach. A Mistrz, którego twarzy nikt nigdy nie ujrzał z powodu zakrywającej ją siatki pszczelarskiej, umiera, a na łożu śmierci wypowiada przepowiednię. Oto nadejdzie wielka wojna, przybędzie zaraza ze wschodu, pojawi się wielki grzyb, a potem nastąpi koniec ludzkości jako bezpośrednie następstwo uderzenia promienia Saturna. Mijają niezauważalnie lata, każdy z członków zgromadzenia zagłębia się w swoich dziwactwach i rodzinnych codziennościach, nie zważając na upływ czasu. Wciąż malują obrazy, zaklinają rzeczywistość, wciąż słuchają wykładów Teofila odnośnie duszy i życia, ciągle też czerpią energię ze światła (działającego korzystnie na włosy). Dla niektórych, jak dla alchemika Waltera wciąż zastawiającego pułapki na Niemców, podczas gdy Katowice zostały przechrzczone na cześć wielkiego wodza, czas uległ przesunięciu. Bywa tak w małych społecznościach. Życie toczyłoby się nadal w rytmie mistyczno-piwnym, gdyby nie realizacja przepowiedni. Bractwo podejmuje się misji - trzeba uratować świat. Gdy "chopy" z ONZ nie odpowiadają, pozostaje tylko odnaleźć przeczystego młodzieńca, Angelusa, który przejmie promień Saturna na siebie, ażeby ten "nie dupnął w ludzkość".

Potańcówka przyzakładowa; aktywistki ZMP siedzą skrzywione przy ścianach, migają kolorowe sukienki innych dziewcząt, cwaniaczek jeden z drugim, przygrywająca orkiestra "Czerwone kilofy" i babcia cudownie jodłująca (wszak Ślązaczka). Pełne kobiety w czerwonych sukniach, czyli grube baby, pani z baru, górnicy w pracy i po godzinach - wszystko stanowi ożywione rysunki z "Ber i bojek śląskich", kultury kopalnianej, barbórkowej, dosadnej. Stare śląskie kawały, czasem dawno zwietrzałe, aktorzy nieznani, kolor i pigment dowcipu, koloryt lokalny, perypetie czasem przebiegające jak w szopce, wszystko to prezentuje czasoprzestrzeń rozpoznawalną, dobrze znaną, lecz nie zawsze tak odbieraną. Specyficzny realizm magiczny. Uduchowienie z prozą, niezwykłość i wiara wtapiająca się tak w "żywot poćciwy", iż staje się wiedzą. Taką świadomością obdarza film Lecha Majewskiego. W dzisiejszych licznych przedstawieniach anielskich znalazło się i takie połączenie naiwności białoskrzydłych postaci ze zmysłowością świata, w jaki zstępują, czystość anielska i czarne czoła górników. Tajne stowarzyszenie tak pojmowane również kontrastuje z ideą hermetycznych stowarzyszeń. Opowieść nawiązuje miejscem, czasem, mistyczną obudową do dziejów autentycznej grupy teozoficznej mistrza Teofila Ociepki.

Pełna mocnego humoru (nie)rzeczywistość biegnie podskórnie i daje sobą zauroczyć. Wprowadza nas w górniczy, niezmienny raj małe dziecko, które będzie miało obsesję umytych nóg. Święty Jerzy walczący ze smokiem, Golgota i wszelkie ezoteryczne motywy, nawet "ciulowate", nadają ton harmonii i przyjemnej pogawędki z wielką tradycją. Urok śląski przyobleka się w metafizyczną mgiełkę, realizm magiczny wydobyty zostaje niczym węgiel - z bajek o Skarbku.