Recenzje

Reviews


Książki

Books

Hipnotyzer (Rebis)


Po drugiej stronie lustra
Marta Mizuro
Źródło: Rzeczpospolita 2003, nr 286 (09.12.2003) www.rzeczpospolita.pl
Treść
Aby przeczytać nową powieść Lecha Majewskiego, trzeba się najpierw zaopatrzyć w lusterko. To dlatego, że spora jej część zapisana została przy pomocy pisma lustrzanego, z jakiego słynął jakoby Leonardo da Vinci. Wbrew zastrzeżeniu narratora, iż te partie tekstu można pominąć, za nic nie radzę tego robić. Co więcej, zalecałabym tu wręcz ćwiczenie polegające na czytaniu bez pomocy lusterka: jest to spory wysiłek, ale on właśnie pokazuje, jak proste zakłócenie percepcji wpływa na recepcję rzeczywistości.

Oczywiście tego rodzaju zabieg nie wystarcza, aby przykuć czytelnika do lektury i dlatego jej fabularny szkielet oraz szereg epizodów charakteryzujących bohaterów utrwalony został jak najbardziej normalnym drukiem. I chyba nie mogło być inaczej, albowiem i postaci, i sytuacja, w jakiej ich poznajemy, od tzw. normy odbiegają. Te postaci to szóstka naukowców, która, przyciągnięta tajemniczą siłą, trafiła do pewnego pałacu na Canale Grande w Wenecji. Ową siłą dysponuje tytułowy „Hipnotyzer”, ojciec kilkunastoletniego Chłopca, przyszłego ucznia „zniewolonych” wzrokiem. Bohaterowie spotykają się na codziennych seansach i tam właśnie prowadzą wykłady przez narratora utrwalone tak, jak to zostało zaznaczone na początku. Fakt, że każdy z nich jest specjalistą z innej dziedziny, pozwala im wykreować historię świata opartą na magicznych analogiach między zjawiskami. Część tych zjawisk czytelnik zna, natomiast osobliwe paralele ujawniają się dopiero wtedy, gdy popatrzy się na nie niejako z drugiej strony lustra.

Błękitny (tak go nazywa narrator) Chłopiec niewątpliwie prowokuje do wymiany zdań między mentorami, nie ma jednak pewności, czy to jego się tu edukuje, czy też ta dziwna szkoła z przymusu nie jest właściwie szkołą dla samych uczonych. Ludzi o powikłanych życiorysach, trawionych przez różne fobie i zupełnie zagubionych w rzeczywistości, której mechanizmy potrafią ująć w matematyczne formuły, ale tak naprawdę mają z nią nikły kontakt. Przedziwny seans, w jakim uczestniczą ma im pomóc się odnaleźć, spojrzeć w głąb siebie, by w efekcie się wyzwolić.

Lech Majewski z powodzeniem stylizuje swoją powieść na literaturę masońską, pełną symboli i niecodziennych rytuałów, w jakich naukowcy uczestniczą. Tajemnica roli seansu pozostaje nierozwiązana, liczne dziwactwa mogą ujmować z racji pomysłowości i poczucia humoru autora. Najważniejszą jednak rzeczą jest tu pisarska umiejętność zarysowania niecodziennego klimatu, który bez reszty pochłania czytelnika, każe mu godzinami mozolić się z lusterkiem i właściwie nie wiadomo dlaczego powoduje powstawanie ciarek na plecach. Jakby faktycznie i czytający był we władzy hipnotyzera.