Książki

Books


Mieszkanie (Wydawnictwo Literackie)
[1981]
Opis książki

FONTANNA

Jej światło budzi lęk
Lecz łatwo się zbliżyć
Gdy wytryska ze stołu
Z krzesła ze ściany
Twarz ojca
Pokrywa się mrokiem
I tylko jego oczy
Wilgotnieją
W ciszy

Matka podsuwa
Garnki i butelki
Lepkie i bez mleka
Chcąc ocalić jej płodność
Obmywa piersi
I dłonie

Fontanna zrodziła nas
We wnętrzu mieszkania
I nigdy nie wiemy
Skąd wytryśnie na nowo
Czuwamy więc w mroku
Wpatrując się
W przedmioty

Chwila nieuwagi
Zbyt drogo kosztuje
Fontanna jest matką
Jej mleko koi ból
I usypia
Lęk

ŚWIT

Kiedyś ojciec powiedział mi
Widzisz to jasne
To świt

O świcie leż spokojnie
Dopóki nie poczujesz się
Czysty

Wtedy dopiero możesz wstać
I zacząć walkę która pochłonie cię
Bez reszty

Wystrzegaj się kobiet
Nie ufaj mężczyznom
Pozostań sam

Do dzisiaj nie wiem
Dlaczego ojciec czekał z tym
Całą noc

PEŁNIA

Z nastaniem pełni
Nigdy nie mogę wejść
Do pokoju ojca

Zaraz po powrocie z pracy
Ojciec zamyka drzwi
I nie rozmawia ze mną

Dopiero nad ranem
Czuję przez skórę
Obecność księżyca

Nie budzę się jednak
Zbyt łatwo dopuścić
Do jego śmierci

NASZE DRZEWO

Nocą
Pośrodku naszego mieszkania
Rośnie drzewo które sięga
Korzeniami sąsiada poniżej
Zaś jego korona
Rozsadza sufit jasnego pokoju
Tego
Co żyje nad nami

Otaczamy nasze drzewo
Surową opieką
Codziennie podlewamy je
I czyścimy korę
Zabijając robaki

Nocą wierzymy
W potęgę drzewa
Czujemy się potrzebni
Toteż przez palce
Patrzymy na łajdactwa
Sąsiada z dołu

Wiemy o jego kradzieżach
I pijaństwie
Jego bluźnierstwa
Docierają do nas

Nierzadko też kładąc się
Na podłodze
Jesteśmy świadkami
Jak w swoim wilgotnym i ciemnym
Mieszkaniu
Gwałci co noc inną kobietę
Która zawsze tak samo
Krzyczy z rozkoszy
I łapczywie przytula do piersi
Jego zarośnięty kark

Niepokoi nas fakt że nie wiemy
Co sądzi o tym
Nasz sąsiad z góry
Porządny i cichy mieszkaniec
Tak cichy że aż nie istniejący
Który co wieczór
Modli się żarliwie

Ale jesteśmy pewni
Że kwiaty
Wyrastające z gałęzi jego
Pokoju
Czerpią soki
Z duszy mieszkańca
Mrocznego dołu

TRAWA

W naszym mieszkaniu
Rośnie trawa
Tak że możemy chodzić boso
I cieszyć się nią
Bezgłośnie

Trawa jest dobra
I rośnie
Wysoko oplatając nogi krzeseł
Zabija nasz lęk
Samotnośći

Mądrość jej jest także
W tym
Że umiera na wiosnę
Aby odrodzić się
Zimą

Trawa umie rodzić
Mówi matka
Odkąd pamiętam
Matka siedzi przy stole
I zamiast w telewizor
Wpatruje się w trawę

Matka ponad trawą
Czuje się spokojna
Wie że kiedy umrze
Dotknie trawy

Może dlatego
Tak dbamy o nią
Co pewien czas
Kiedy trudno już przejść
Z pokoju do
Pokoju

Ojciec kosi trawę
W naszym mieszkaniu
Panuje święto
Zakładamy czyste koszule
A ja wyłączam
Adapter

Nikt nie wie że nocą
Ściętą trawę pokrywa rosa
Budzę się wtedy
Z jej smakiem krwi
W ustach

POKÓJ SAREN

W najdalszym pokoju
Naszego mieszkania
Pasą się sarny

Wilgotne oczy saren
Rosną
W zetknięciu z mrokiem

Rosną meble
Każdej nocy
Ogryzane smukłymi zębami

I wszyscy obrastamy
Liśćmi
Nasze korzenie rozsadzają ściany

A twarze nasze kwitną
Gdy dotykają
Aksamitnych nozdrzy

Ojciec matka i ja
Lubimy patrzeć
Jak sarny jedzą nam ręce

I spacerują bezpiecznie
W mieszkaniu naszym
I w śnie

Chociaż sąsiedzi napinają radia
I co wieczór ostrzą
Telewizory

JABŁKO

Ten obraz
Zawsze powraca
W snach mojego ojca
Jestem nagi
I wędruję w zamyśleniu
Przez gęsty ogród jego gabinetu
Dotykam książek
Które mi dozwolił
I jestem pełen
Goryczy

Ojciec
Widzi to i czeka
Aż zaśniesz wtedy
Pochyla się i dotyka twego serca
Abyś przebudzony
W ramionach bliskiej i obcej
Kobiety
Odczuł rozkosz
Cielesną

Lecz ojciec śniąc jeszcze
Nie potrafi przewidzieć
Iż kobieta niepomna
Na głos przestrogi który cicho
Pełza
Włamie się do szuflady
Zasłoniętej piersią

Włamie się i przeczyta
Że jesteśmy nadzy
I bezbronni w tym śnie
Który tylko jest
Gabinetem ojca

O świcie
Ojciec zbudzi się
Pod ciężarem potu
Dopiero po chwili
Zdecyduje się wstać
Aby depcząc po zwiędłych liściach
Podłogi gabinetu
Zrozumieć
Że nikt już nie wierzy w sny

RĘKAWICZKI

Czy to możliwe
Że kiedyś odejdziemy
Wszyscy

Mieszkanie pozostanie puste
I ściany wyschną
Bez naszych oddechów

Czy to możliwe że kwiaty
Klamki i krzesła
Nie będą porastać już mchem

Matka coraz starsza
I ojciec w rękawiczkach
Tak go bolą kości

Dotykamy skrytych kątów
Trzepiemy dywany aby
Nie myśleć o tym

Gdy pył wtłacza się
Bezszelestnie w nasze oczy
I dziąsła

Wierzymy iż skryte łzy go użyźnią
I kiedyś my
Porośniemy mchem

Nowa matka i ojciec
Rękami wolnymi jeszcze
Od rękawiczek

Dotkną nas w ciszy
Nowym mchem ciesząc się w starym
Mieszkaniu

ZIMA

Zima już w moim domu
Ojciec nad stołem zamarzł

Matka słania się niosąc kolację
Pod wiatr który dotyka powiek

Skostniała ręka ojca pragnie przekazać
Władzę zanim pokryje ją szron

We wnętrzu łóżka skutego lodem
Pulsuje źródło dawnej krwi


English

THE FOUNTAIN

Her light awakens fear
But it's easy to approach her
When she spurts from the table
From the chairs the wall
Father's face
Shadows
Only his eyes
Glow
In the silence

Mother renders
Cauldrons and bottles
Sticky and without milk
Wanting to preserve her fertility
She washes her breasts
And hands

The fountain bore us
In our apartment
And we never know
From where she'll spurt anew
So we stand vigil
In the darkness staring
At furniture

Unguarded moment
Is too costly
The fountain is our mother
Her milk soothes pain
And puts our fear
To rest

DAWN

Once father told me
You see this light
It's dawn

Always lie in peace at dawnv Until you'll feel
Clean

Only then get up
And begin the struggle which will swallow
All of you

Beware of women
Don’t trust men
Remain alone

Until today I don't know
Why father waited with these words
All night

FULL MOON

When there is a full moon
I can never enter
My father's room

As soon as it arrives
Father closes the door
And doesn't speak to me

Only at dawn
I feel through my skin
The presence of the moon

I don't wake up though
It’s better that way
To leave them alone

OUR TREE

At night
In the midst of our apartment
Grows the tree whose roots
Reach the neighbor below
Whereas its crown
Penetrates the ceiling of the bright room
Of the one
Who lives above us

We nurture our tree
With stern care
Water it each day
And clean the bark
Killing worms

At night we believe
In our tree’s omnipotence
We feel needed
Therefore we stand by
Watching the filth
Of the neighbor below

We know about his thievery
And drunkeness
His blasphemies
Reach us

Often
Lying down on the floor
We witness
As every night
In his damp and murky apartment
He has a different woman
Who always cries
With ecstasy
And hungrily nestles to her breast
His hairy chest

We are disturbed by not knowing
What our neighbor above
Makes of it
The peaceful and silent tenant
As silent as non existent
Who every day
Prays

But we believe
That flowers
Blooming from the branches
In his living room
Draw juices
From the dark soul
Of the tenant below

GRASS

In our apartment
The floors sprout grass
So we can walk barefoot
And enjoy it
Soundlessly

The grass is good
It grows tall
Entwining chairlegs
It kills our fear
Of loneliness

Its wisdom is also
In its cycle
It dies in spring
To be reborn
In winter

Grass knows how to give birth
Mother says
As far as I can remember
Mother sits at the table
And instead of TV
Watches grass

Upon the grass mother
Feels peace
She knows that when she dies
She will touch grass

Maybe that's why
We care about it so much
At a time
When it's difficult to pass
From room
To room

Father scythes the grass
In our apartment
A festivity begins
We put on clean shirts
And I turn off
The record player

Nobody knows
That at night
Dew covers the cut grass
I wake up then
With the taste of blood
In my mouth

THE ROES'ROOM

In the innermost room
Of our apartment
The roes graze

Their moist eyes
Touched by darkness
Shine

And the furniture grows bark
Each night
Picked clean by slender teeth

We all sprout
Leaves
Our roots crack the walls

Our faces bloom
When nuzzled
By velvet nostrils

Father mother and I
Like to stare
As the roes eat our hands

And walk safely
Through our apartment
And dream

Though each evening the neighbours draw
Their radios and sharpen
Their TV sets

THE APPLE

This image
Always returns
Into my father's dream
Naked
I walk thoughtfully
Through the dense garden of his library
Touching the books
He allowed me to touch
And I am full
Of bitterness

Father sees it and waits
Until you fall asleep
Then he kneels and touches
Your ribs
So when awakened
In the arms of a close and distant
Woman
You would feel carnal pleasure

But father still dreaming
Cannot see
That the woman who is
Oblivious
To the warning voice
That snakes
Will break into the drawer

She will break in and read
That we are naked
And unprotected in a dream
Which only is
My father's library

At dawn
Father will wake
Under the weight of perspiration
Only after a while
Will he decide to rise
Shuffling his feet among the dried leaves
He will understand
No one believes in dreams

GLOVES

Is it possible
That one day we'll go away
All of us

The apartment will remain empty
And the walls will dry up
Without our breath

Is it possible that flowers
Knobs and chairs
Will not be ovegrown with moss

Mother ever older
And father in gloves
So much pain in his bones

We touch hidden corners
Beat the carpets
Not to think about it

When dust presses itself
Silently into our eyes
And gums

We believe hidden tears will make dust fertile
And someday we will be
Overgrown with moss

New mother and father
With their hands yet free
From gloves
Will touch us in silence
Enjoying the new moss in the old
Apartment

WINTER

Winter already in my house
Father has frozen upon the table

Mother sways carrying the supper
Against the wind that touches her eyes

Chilled to the bone my father's hand
Attempts to transfer the reign

Inside the bed shackelled with ice
Pulses the spring of old blood


Française

Le corridor

Père et moi
Nous aimons la musique
Si bien que chaque nuit
Nous l’écoutons
En secret

Le couinement d’une porte
Le doux murmure des murs
Le craquement de pas qui se rapprochent
Touchent nos oreilles
En harmonie

Père et moi
Nous percevons celle
Qui se glisse sous la porte
De notre appartement
Sans prendre garde à nous

Sans bouger
Et emplis de crainte nous restons assis
Il est si difficile de croire
Que notre musique
Est aussi silence

Notre arbre

La nuit
Au milieu de notre appartement
Grandit l’arbre dont les racines
S’enfoncent chez le voisin du dessous
Tandis que sa cime
Transperce le plafond de la pièce lumineuse
De celui
Qui habite au-dessus de nous

Nous prodiguons à notre arbre
Des soins attentifs
L’arrosons chaque jour
Et débarrassons son écorce
Des larves meurtrières

La nuit, nous croyons
À la toute-puissance de notre arbre
Nous nous sentons indispensables
Donc, nous restons auprès de lui
Observant les turpitudes
Du voisin du dessous

Nous savons ses larcins
Ses soûleries
Et ses jurons
Parviennent jusqu’à nous

Souvent
Allongés sur le sol
Nous sommes témoins
Que chaque nuit
Dans son appartement sombre et humide
Il possède une femme différente
Qui crie toujours
D’extase
Et que voracement, il blottit
Sa poitrine velue
Contre ses seins

Cela nous dérange de ne pas savoir
Ce que notre voisin du dessus
En pense
Ce locataire tranquille et silencieux
Aussi silencieux qu’insignifiant
Qui chaque jour
Prie

Mais nous croyons
Que, dans sa salle de séjour,
Les fleurs, en s’épanouissant sur les branches,
Aspirent les sucs
Des noirceurs de l’âme
Du locataire du dessous

La pomme

Cette image
Qui toujours revient
Dans mon rêve avec Dieu le Père
Nu
Je déambule dans le vaste jardin de sa bibliothèque
Touchant les livres
Qu’il m’a permis de toucher
Et je suis plein de ressentiment

Dieu le Père le voit et attend
Que tu t’assoupisses
Alors, il s’agenouille et touche
Tes côtes
Si bien qu’éveillé
Dans les bras d’une femme
Proche et distante à la fois
Tu puisses connaître le plaisir charnel

Mais Dieu le Père rêvant encore
Ne peut voir
Que la femme
Est sourde à la voix qui met en garde
Que des serpents
Veulent pénétrer de force dans le tiroir

Elle veut entrer de force et lire
Que nous sommes nus
Et sans défense dans un rêve
Que c’est seulement
La bibliothèque de Dieu le Père

À l’aube
Dieu le Père se réveillera
Baigné de sueur
Après un petit moment
Il se décidera à se lever
Traînant les pieds
Dans les feuilles mortes
Il comprendra
Personne ne croit aux rêves

Traduction française établie par Christel J. Stefariel. (www.mioch.net/html/majewski_poemes.html)